Z gitarzystą formacji muHy, Marcinem Kąkalcem, i menedżerem zespołu, Marcinem "Siwym" Styczyńskim, rozmawia Michał Kortas.
Będzie z grubej rury - czym jest dla Was muzyka?
Marcin "Siwy" Styczyński: Wszystkim.
Marcin Kąkalec: Pasją, miłością, ostatnią deską ratunku...
Powiedzcie coś o Waszych muzycznych inspiracjach... Jakiej muzyki słuchacie? Jaka płyta zrobiła na Was ostatnio wrażenie?
M.S : Punk, rock, reggae. A tak bliżej… T.Love, Sidney Polak, Marley, Don Carlos, Pajujo, Hurt, Dust Blow, Habakuk, KSU, Maleo Reggae Rockers, Nosowska w każdym wydaniu i - dla mnie nr 1 w ostatnim czasie - Oszibarack!
M.K.: Inspiracji szukamy raczej wewnątrz nas - słuchamy mnóstwa muzyki, mieszamy to w takim wielkim kotle w sali prób, a następnie z zamkniętymi oczami wyciągamy "coś" i potem to gramy.
Macie na swoim koncie m.in. wydanie płyty demo i koncert w Trójce. A jakie plany na najbliższą przyszłość?
M.K.: Plany są dość proste - nagrać 10 płyt i zagrać milion koncertów.
M.S.: Zależy nam na jak największej liczbie występów. Jak na razie mamy zaplanowanych 16 koncertów. W tym przed najlepszymi rockowymi zespołami w Polsce. Cieszy mnie, że muHy są coraz chętniej zapraszane to tu, to tam. Plany to przede wszystkim nagranie płyty, co całkiem nieźle idzie.
Jaki jest podział obowiązków w Waszym zespole? Kto pisze muzykę, kto teksty, a kto jest od noszenia instrumentów?
M.K.: Nie mamy obowiązków w zespole - chyba nieco anarchizujemy... Muzykę, jak wcześniej wspomniałem, wyciągamy z wielkiego kotła. Z tekstami już nie jest tak łatwo, ale naszemu poecie jakoś udaje się czasem napisać coś interesującego (mniej lub bardziej).
M.S.: Teksty pisze Bartek Matuszek. Muzykę układa cały band. Nosi sprzęt też cały band (śmiech).
Być może nie wszyscy nasi Czytelnicy o Was słyszeli. Jak zachęcilibyście do kupna płyty albo pójścia na koncert kogoś, kto do tej pory nie zetknął się z Waszą twórczością?
M.K.: Jeśli chodzi o zachęcanie do kupna naszej płyty, to będziemy zatrudniać zawodowych domokrążców, którzy niczym świadkowie Jehowy będą nachodzić spokojnych domowników w ich pieleszach i łagodną perswazją lub skomplikowanymi socjotechnikami zmuszać ich do nabycia naszej płyty po zawyżonych cenach. Z koncertami będzie podobnie.
M.S.: Muzyka sama się broni. Ja mogę jedynie powiedzieć, że kto odwiedzi naszą witrynę muhy.pl i przyjdzie na koncert, na pewno nie pożałuje.
Dlaczego krowa i dlaczego samotna?
M.K.: Tytuł naszego demo nawiązuje bezpośrednio do naszej muzyki - po jej wysłuchaniu każdy od razu zrozumie dlaczego "Samotna Krowa".
M.S.: Kiedyś chłopaki jechały na koncert i stała krowa na polu… Adam Mickiewicz (basista) rzucił tekstem w stylu: „Patrz, jaka samotna krowa”. A że od muchy do krowy niedaleko... (śmiech).
"Jazzy" kojarzy mi się (i chyba nie tylko mi) z "Moim drzezem" Kur. Wydaje mi się, że facet, który u Was "rozstawia stojak na nuty, kiedy gra z Józiem" to ten sam, któremu "nie wpadła septymolka", ale się tym nie przejmuje, bo "ludożerka i tak nie skuma nic". Czy to celowe nawiązanie, czy po prostu podobnie widzicie jazzowe środowisko?
M.K.: Nawiązaniem do kur jest krowa (samotna), natomiast tekst i muzyka piosenki "Jazzy" są inspirowane jedynie naszymi traumatycznymi przeżyciami związanymi z próbą grania niejazzu dla muzyków jazzowych, i to na ich własnym terytorium. W dodatku podczas tej próby obecny był muzyk onegdaj grający w King Crimson, no i tekst o tym opowiada. Wspomnę, że nie udało nam się zagrać ani jednego dźwięku.
Przez media jesteście określani jako "jeden z najbardziej oryginalnych projektów na dolnośląskiej scenie muzycznej". Co odróżnia Was od innych kapel?
M.S.: Że możemy robić to, co chcemy. Że nie jesteśmy amatorami, a już doświadczonymi muzykami. Do tego mamy luz, wiele pomysłów i niesamowitą energię. Czy widziałeś kiedyś wokalistę, który wskakuje na głośniki w WFF?!
M.K.: To słuchacze muszą stwierdzić, czym się różnimy. My gramy to, co się nam w głowach kolebie i nie wiemy, czy jest to oryginalne, czy wtórne.
Niektórym wrocławskie muHy mylą się z poznańskimi Muchami. Czy nie przeszkadza Wam to i czy nie mieliście w związku z podobnymi nazwami jakichś "przygód"?
M.K.: Coś tam się wydarzało, ale obecnie ludzie przychodzący na koncerty wiedzą, że grać będą muHy, a nie Muchy - nie wiem, jak to wygląda od strony Much. Generalnie taka sytuacja jest komiczna, ale może służyć słuchaczom - będą chcieli wysłuchać obu kapel.
M.S.: Bardziej było to uciążliwe na początku. Teraz jest już lepiej. Ludzie w sumie już wiedzą, że są 2 bandy. Nawet porównują i mówią, które są lepsze, a które gorsze. Oczywiście nie nam to oceniać. Nas cieszy, że gramy koncerty, a ludziom się to podoba. A że trafiły się podobne nazwy, to czysty przypadek. Muchy poznańskie powstały po nas i pewnie nie wiedziały, że istnieją wrocławskie – ale nieważne. Ostatnio w jednym z wrocławskich klubów poznałem osobiście perkusistę Much – przemiły człowiek. Powiedział, że muHy mają darmowy wstęp na koncert Much. Ja nie gustuję w popie. Mamy szacunek i życzymy chłopakom jak najlepiej. My gramy zupełnie odrębną muzę.
Czy słyszeliście o projekcie ustawy Irka Dudka o zakazie grania z playbacku pod groźbą chłosty? Co o tym sądzicie?
M.S.: Nie słyszałem, ale jestem za.
M.K.: Chłosta - zawsze na tak, ale tylko publiczna, a dla dzieci i młodzieży miejsca najbliżej. W końcu nie bez powodu zakładamy na koncerty skórzane ciuszki i machamy pejczykami po pośladkach naszych i słuchaczy - a jeszcze jakby wykonawcą tego był Irek, to byłoby super sado-maso. A tak na serio: to wynika z jakiejś frustracji - przy całym szacunku do Dudka. Mamy wolny rynek, wolność słowa itp. Jak ktoś chce słuchać muzyki z playbacku - niech słucha, to jego sprawa. Ja nie lubię playbacków, ale nie znaczy to wcale, że muszę komuś tego zabraniać. My gramy na żywo i to jest naszym wielkim atutem, ale jeśli ktoś nie umie lub nie chce grać na żywo, a są ludzie, którzy chcą tego słuchać, to nie mam prawa im tego zabraniać.
Czy są jakieś granice artystycznego kompromisu, których byście nie przekroczyli?
M.S.: Ciężko powiedzieć, bo jeszcze nigdy się nie zbłaźniliśmy.
M.K.: Chcemy przekraczać granice, zwłaszcza Holandii... (śmiech).
Na koniec powiedzcie jeszcze, kiedy można będzie zobaczyć Was na koncercie we Wrocławiu?
M.S.: Wszystkie koncerty są wypisane na naszej stronie internetowej: muhy.pl. 11 marca wystąpimy w Hali Stulecia, ale najważniejszy jest dla nas koncert 14 maja na wrocławskich Polach Marsowych. Zawsze chcieliśmy zagrać na Juwenaliach i w tym roku to się udało! Wielka impreza, pochód. Zagramy z Irą, Manchesterem i Żywiołakiem. Dla nas to odlot, podobnie jak jesienny koncert w ubiegłym roku w Alibi, gdzie zagraliśmy przed T.Love przy 600-osobowej publiczności, a kilka dni wcześniej przed Hurtem i SNL w WFF przy pełnym pogo!
muHy powstały w 2005 roku we Wrocławiu. Mają na koncie m.in. zwycięstwo na Wrocławskim Festiwalu Form Muzycznych, a także koncert w Ogródku Trójki. Wydali płytę demo pt. "Samotna Krowa". Grają koncerty w całej Polsce. We Wrocławiu można było ich ostatnio zobaczyć w Hali Stulecia.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
