Na granicy - plakat

Bieszczady w minionym sezonie letnim były jednym z popularniejszych kierunków turystycznych wędrówek dla wielu osób pragnących odciąć się od codziennego zgiełku. Niewątpliwym atutem jest ich łagodny w tym okresie charakter, który umożliwia przemierzanie szlaków nawet początkującym zapaleńcom górskich wędrówek. Nim jednak nastaną kolejne wakacje, Multikino we współpracy w Telewizją Polską w ramach cyklu "Kocham Kino" proponuje wszystkim kinową wyprawę w Bieszczady z nieco innej perspektywy.

"Na granicy" to najnowsza produkcja reżyserii Wojciecha Kasperskiego, znanego do tej pory przede wszystkim z produkcji dokumentalnych ("Nasiona"). Do serca Bieszczad dociera Mateusz wraz z dwoma synami - Jankiem i Tomkiem, którzy w niedostępnej zimą, przygranicznej strażnicy szukają zacisznego miejsca, by poukładać wzajemne relacje i odciąć się od wielkomiejskiego życia. Spotkania z dawnymi towarzyszami ojca oraz opiekę nad jedną z placówek przerywa tajemniczy nieznajomy, którego zjawienie się i nadchodzące wydarzenia komplikują rodzinne plany.

Niewątpliwie największym atutem filmu jest doborowa obsada. Na wielkie uznanie zasługuje wyborna rola Marcina Dorocińskiego, który wcielając się w postać nieznajomego przedstawił najmroczniejsze zakątki ludzkiego umysłu oraz motywacji, które mogą nim kierować. Sceny z jego udziałem pozostają w pamięci na długo po seansie, a warstwa psychologiczna postaci zarówno pod względem fabularnym, jak i aktorskim prezentuje się wstrząsająco. Naprzeciw niego zobaczymy Andrzeja Chyrę - targanego trudnymi wspomnieniami i wydarzeniami z przeszłości ojca, próbującego poprawić relację ze swoimi dwoma synami (w tych rolach dobrze spisują się Bartosz Bielenia i Kuba Henriksen). Relacje między nim a dwoma synami przedstawione są w dość minimalistyczny sposób - nieliczne wspólne sceny są jednak wystarczające, by poczuć kraniec przepaści emocjonalnej, która ich dzieli. Strażnicy trzem przybyszom użyczy dawny towarzysz ojca - jowialny Lechu, świetnie zagrany przez Andrzeja Grabowskiego.

Atmosfera filmu budowana jest bardzo konsekwentnie i bez zbędnego pośpiechu. Monumentalne, surowe zdjęcia Bieszczad, minimalistyczna oprawa muzyczna, pozostawiona w środku głuszy strażnica, z której kontakt ze światem nawiązuje się przez stację radiową sprawiają, że widokówkowe wspomnienia widzów z tych gór na czas seansu szybko znikną. Trafimy w męski świat pograniczników, pełen naturalizmu i nierzadko suto zakrapianych alkoholem wieczorów, w którym ojciec spróbuje odnaleźć wspólny język ze swoimi synami, przyzwyczajonymi do życia w wielkim mieście. Nie odnajdziemy tutaj wylewnych wyznań ani długich rozmów - za wartości i cechy odpowiadają czyny oraz podejmowane decyzje, których ocena i interpretacja pozostawiona jest widzowi. Janek i Paweł stykają się tu z doświadczeniami, które odmienią ich dotychczasowe życie i nie pozwolą na pozostanie takimi, jakimi byli do tej pory. Konieczne staje się zajrzenie wgłąb siebie i przełamanie własnych barier. Ich histora potrafi wzbudzić szereg niełatwych pytań, których odpowiedzi przyjdzie nam szukać przez dłuższą chwilę - ocena moralna jest tutaj zupełnie nieoczywista.

"Na granicy" stanowi bardzo dobrą, męską pozycję obowiązkową przeznaczoną dla każdego miłośnika mocnych wrażeń, której obejrzenie gwarantuje dużą dawkę emocji. Serdecznie polecam!


Mroczne Bieszczady - "Na granicy" w Multikinie
Kategoria: 
Tagi: